Wstyd się przyznać, ale dotąd moje doświadczenia z Windows Server 2008 opierały się tylko na instalacjach kolejnych buildów na wirtualnych maszynach i dosłownie „zabawy” z nimi, ale bez konkretnego celu – po prostu żeby zobaczyć, jak wygląda nowy system. Dopiero niedawno zacząłem poważnie przymierzać się do nowego serwerowego dziecka Microsoftu – pierwszym krokiem była lektura świetnej książki Introducing Windows Server 2008, którą notabene Microsoft udostępnia przez pewien czas za darmo w pliku PDF (polecam!). Drugi krok był już bardziej poważny – migracja mojego niby tylko domowego, ale dla mnie bardzo ważnego (AD, SQL 2005, Exchange 2007, ISA 2006, magazyn plików) serwera.
Migracja przebiegała dość karkołomnie – na samym początku zdecydowałem się na upgrade, ale nie udał się on, ponieważ po drugim restarcie instalatora stale pojawiał się niebieski ekran z krytycznym błędem. Na szczęście zadziałała opcja przywracania poprzedniej instalacji. Wtedy przypomniało mi się, że przecież na nowych, czystych instalacjach Windows Server 2008 nie chce zainstalować się ISA Server 2006, której używam na Windows Server 2003. Odinstalowałem więc ISA przed uaktualnieniem i spróbowałem jeszcze raz – udało się, system się odpalił. Dlaczego kreator zgodności w czasie testu nie poinformował mnie, że muszę odinstalować ISA? Ok, nieważne… Niestety efekty samej migracji były opłakane – Exchange kompletnie się rozjechał, jego usługi się nie uruchamiały, podobnie jak instalator, którym chciałem wykonać opcję „napraw”. Na dodatek system w ogóle się nie wyłączał – po kliknięciu „Shutdown” ratował już tylko twardy reset. Później doczytałem na blogach zespołu Exchange i MVP, że nie ma ścieżki upgrade serwera z zainstalowanym Exchange, więc przed uaktualnieniem trzeba go po prostu odinstalować… Ładne to uaktualnienie, gdy wszystko muszę po nim instalować od początku... Przyznam, że trochę mnie to zdziwiło i zszokowało zarazem. Mam nadzieję, że w finalnej wersji naprawią to niedopatrzenie. Cóż – pomyślałem – czas więc na czystą instalację od nowa.
Tu było trochę lepiej, zainstalowałem wszystkie usługi, które potrzebowałem (łącznie z Exchange 2007, ale bez ISA – bo nie jest obsługiwana na Windows Server 2008). Niestety przeżyłem kolejne rozczarowanie, gdy tylko postanowiłem stworzyć od nowa politykę backupu. O ile nowy Task Scheduler jest rzeczywiście całkiem niezły (z opcjami „nie przechowuj hasła” oraz „uruchom natychmiast, gdy to możliwe, jeśli zadanie nie może być wykonane o czasie”), to w nowym systemie brakuje starego i poczciwego narzędzia ntbackup. Oczywiście z początku nie protestowałem – trzeba w końcu iść z duchem czasu, a Windows Server 2008 ma całkowicie nową konsolę Windows Server Backup i postanowiłem dać jej szansę (nazwa brzmi dumnie, niestety potem okazało się, że tylko nazwa…).
Wspominana konsola Windows Server Backup posiada aż dwie opcje. Pierwsza umożliwia zrobienie backupu-migawki, niekolidującego z naszym zaplanowanym backupem, który jest opcją drugą. Migawka ta może być zrobiona tylko z jednej lub więcej partycji (nie ma możliwości wybrania poszczególnych folderów ani wykluczenia plików). Miejscem docelowym takiego backupu może być katalog główny jednej z partycji (ale tylko na dyskach podstawowych, a nie dynamicznych!) albo udział sieciowy. Wkrótce okazało się, że najprzydatniejszą opcją jest udział sieciowy, bo można wybrać katalog – nawet na lokalnym komputerze – podczas gdy pierwsza opcja za nas decyduje, gdzie umieści pliki kopii. To jest jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Opcja druga umożliwiająca zaplanowanie automatycznego backupu ma jeszcze „więcej” możliwości konfiguracji. Możemy oczywiście wybrać tylko całe partycje, ale problem zaczyna się podczas wybierania miejsca docelowego. Może nim być tylko jeden lub więcej dysków fizycznych (nie partycji!), które na dodatek zostają przez kreator kopii w całości zrepartycjonowane i sformatowane (sic!). Jeśli nie mamy więc na stanie wolnego, dużego dysku, to możemy zapomnieć o automatycznym backupie – nawet, jeśli na drugim dysku 320GB mamy 100GB wolnego miejsca, które z powodzeniem nadawałoby się na magazyn automatycznej kopii. Nie wspominam już o takim szczególe, jak termin wykonania takiej kopii – możemy do woli wybierać godziny, nawet robić backup co 30 minut, ale nie co dwa dni. Ot, takie „zabezpieczenie”, żeby administrator zawsze miał najbardziej aktualny backup i co z tego, że czasami nie potrzeba robić go codziennie, a wystarczy np. co tydzień… Kreator nie przewiduje wybrania harmonogramu innego niż „codziennie o…”.
Bardzo mnie to zirytowało… Dawniej robiłem sobie bez problemów co tydzień kopię wybranych danych, a do tego raz na miesiąc kopię Automated System Recovery (które kilka razy już mnie uratowało). Ostatecznie jednak kopię zapasową w Windows Server 2008 można robić poleceniem robocopy, ale niesie to za sobą szereg ograniczeń. Jest natomiast rzecz, którą przeskoczyć nie sposób – backup Exchange. Dotychczas również robiłem to automatycznie, programem ntbackup z odpowiednimi przełącznikami. Tutaj oczywiście nie ma programu ntbackup, jak więc zrobić backup online, bez wyłączania usług Exchange? Są aż dwie możliwości – pierwsza brzmi „kup Data Protection Manager 2007”. Jest to trochę droga opcja, dlatego warto zastanowić się nad drugą – „zainstaluj wirtualną maszynę z Windows Server 2003 (jeśli szczęśliwie masz jeszcze licencję) i backupuj Exchange zdalnie”. Gdy to usłyszałem, pomyślałem że to chyba zły sen – jak można było o tym zapomnieć (albo co gorsza, zrobić to celowo)? Niestety potwierdziło się to, bo po chwili googlowania powyższe dwie „możliwości” znalazłem na stronach Exchange MVP z dopiskiem, że inaczej się niestety nie da… Radź sobie więc, administratorze, sam.
Ostatecznie znalazłem przypadkowo na stronach Microsoftu sposób, aby przenieść ntbackup ręcznie z Windows XP/2003 na Windows Server 2008. Muszę przyznać, że działa on prawidłowo – także jeśli chodzi o backup Exchange. Niestety nie obsługuje kopii w tle (jest do nich nowy sterownik, który nie działa z ntbackup), ale i tak spisuje się o niebo lepiej niż te wszystkie nowe narzędzia. Pytanie brzmi – czy przenoszenie plików i bibliotek ze starego systemu do nowego jest zgodne z licencją? Na razie usprawiedliwiam się tym, że wyczytałem o tym na stronach Microsoftu…
Po tych bojach nasuwa mi się taka oto refleksja: może to wszystko zmierza do tego, że prawdziwy administrator kopii zapasowych nie potrzebuje? A może do tego, że administrator nie wie, jak i kiedy robić te kopie, więc trzeba maksymalnie ograniczyć możliwości konfiguracji i wszystko zautomatyzować? Życzę sobie i wszystkim, aby wersja finalna (powyższe wrażenia opierają się na doświadczeniach z wersją RC1) była wolna od błędów. Chociaż tyle, bo w powrót ntbackup albo rozbudowę nowych narzędzi po prostu nie wierzę…