Po wielu miesiącach oczekiwania wreszcie jest - Hyper-V, gracz Microsoftu na rozwijającym się rynku hypervisorów, dotąd kompletnie opuszczonym ze strony korporacji z Redmond. Obserwując wcześniejsze produkty takie jak Virtual Server czy nawet Virtual PC trudno zachować optymizm w kwestii nowego dziecka Microsoftu. Konkurencja dotąd proponowała nieco bardziej innowacyjne rozwiązania, także bardziej funkcjonalne, a użytkownicy Virtual PC nie potrafili doprosić się praktycznie żadnych znaczących zmian w toku ewolucji tego produktu.
Wielu rozpatrywało w kategoriach porażki fakt, że Hyper-V nie został wbudowany w instalację systemu, bo po prostu nie był gotowy w momencie premiery Windows Server 2008. Microsoft obiecał wydanie hypervisora w ciągu pół roku od premiery systemu i to było w zasadzie pierwszą jego wadą. Klienci kupowali licencję "with Hyper-V" dopłacając do pudełka, ale na dobre korzystać z nowej platformy wirtualizacyjnej mogą dopiero od kilku tygodni. Ten problem już jednak minął - Hyper-V pojawił się jako zalecana aktualizacja i każdy, kto powinien go mieć, może w jednej chwili i jednym kliknięciem tę aktualizację zainstalować.
I tu właśnie pojawia się najważniejsza jak na pierwszy rzut oka zaleta Hyper-V i coś, co daje ogromną przewagę nad konkurencją - pomimo tego, że aktualizację trzeba zainstalować ręcznie (chyba, że zaznaczymy opcję automatycznej instalacji także rekomendowanych łatek), to i tak hypervisor ma status "wbudowanego" w system. Dostęp do niego jest banalnie prosty - wystarczy mieć zgodny serwer i zainstalować właściwą edycję systemu. Nie trzeba niczego kupować, nie trzeba zarządzać dodatkowymi licencjami, nie trzeba instalować oprogramowania trzeciego. Ponadto wsparcie techniczne realizowane jest razem z systemem operacyjnym. Pełna integracja.
Wizerunek jest bardzo pozytywny do momentu instalacji samego hypervisora. Później każdy odkryje kilka wad. Chociażby taką, że na liście obsługiwanych systemów wirtualnych nie ma Windows NT, a spoza produktów Microsoftu jest na niej tylko SUSE Linux Enteprise Server (co z drugiej strony wcale nie dziwi, jeśli pamiętamy o całkiem rozwiniętej współpracy z Novellem). Inną sprawą jest fakt, że jak zdążył nas przyzwyczaić Microsoft, nie wszystkie planowane i szumnie zapowiadane funkcje znalazły odzwierciedlenie w finalnej wersji Hyper-V. Bardzo będzie brakować przenoszenia maszyn wirtualnych pomiędzy serwerami podczas ich pracy - czegoś, co od dawna potrafią rozwiązania VMWare, a czego Hyper-V niestety nie zdzierży. Maszyny wirtualne trzeba wstrzymać przed przeniesieniem. Wstrzymanie jest i tak lepsze niż zamknięcie systemu, ale nie spełnia założeń - usługi będą przez jakiś czas niedostępne.
Wracając do tematu konkurencji, wydaje się, że podobnie jak w przypadku Netscape Navigatora i Internet Explorera, także w tej sytuacji batalia rozegra się nie w pokojach programistów, ale w działach sprzedaży i marketingu. Microsoft ma na tym polu ogromną przewagę - Hyper-V jest wbudowany w system i dystrybuowany niemal automatycznie przez Windows Update - a przy tym ma bardzo rozwinięty (żeby nie powiedzieć: przerośnięty) system marketingowy, partnerski i zdecydowanie większe możliwości promocji swojej platformy, niż VMWare. Jest prosty we wdrożeniu i przy zdobywaniu popularności korzysta z ogromnej bazy instalacyjnej Windows (ponad miliard systemów na świecie). Może też konkurować znacznie niższą ceną - choć Hyper-V jest uboższy w funkcjonalność, firmy będą się zastanawiać, czy ta strata przypadkiem nie zostanie zrekompensowana przez większe oszczędności, a znajdą się pewnie i tacy, którzy w ogóle nie będą się nad tym zastanawiać. Microsoft chwali się również, że proponuje szerszy wachlarz narzędzi do zarządzania całym środowiskiem - mowa oczywiście o rodzinie System Center i takich jej składnikach jak Virtual Machine Manager, Data Protection Manager, Capacity Planner, ale także bardziej popularnych Configuration Manager i Operations Manager.
Czy to już wyrok? Czy VMWare straci pozycję lidera? Wcale nie jest powiedziane, że tak się stanie. Trudno nawet spekulować, czy jest większe czy mniejsze prawdopodobieństwo takiego obrotu sprawy. Dopiero za jakiś czas będzie można zobaczyć, jak bardzo Microsoft jest zaangażowany w rozwój Hyper-V, czy wyciąga prawidłowe wnioski i czy marketing odnosi skutek. Zobaczymy także, jak na zmieniającą się sytuację na rynku będzie reagować VMWare. Niestety ostatnia zmiana na stanowisku dyrektora zarządzającego VMWare (odszedł jeden ze współzałożycieli firmy, a nowym dyrektorem jest nie kto inny, jak wieloletni były pracownik Microsoftu) oraz obniżenie prognozowanych wyników finansowych burzą optymizm... także wśród inwestorów giełdowych, którzy dość panicznie zareagowali na te nowości. Na dzień dzisiejszy warto więc po prostu przyjąć do wiadomości, że potencjał nowego gracza na rynku wirtualizacji jest naprawdę spory i ma on ambicje, by prześcignąć nawet najlepszych. Co z tego wyniknie - przekonamy się wkrótce.