Kolejny miesiąc i kolejne prośby, a nawet groźby ze strony IANA, RIPE i innych RIRów w sprawie migracji na IPv6 - adresy 32-bitowe kończą się szybciej, niż przewidywano jeszcze kilka miesięcy temu, więc jeśli nie zaczniemy od razu przygotowań do IPv6, czeka nas kompletny paraliż. Czy Twoja sieć jest już gotowa na IPv6? To na co jeszcze czekasz?
Śpieszę wyjaśnić - powyższy wstęp zawiera sporą dawkę ironii, bo trudno mi o inne emocje, gdy czytam tu i tam kolejne doniesienia o kurczących się wolnych blokach IPv4 i pozostałym czasie do godziny zero, a jednocześnie obserwuję reakcje uczestników Internetu i stan ich przygotowań. Niedawno statystykami pochwalił się ARIN, czyli amerykański RIR - organizacja zarządzająca adresacją IP w Ameryce Północnej. Raport z bieżącej sytuacji zdał sam dyrektor, John Curran, który poinformował, że pozostało niewiele ponad 6% adresów nieprzypisanych żadnemu RIRowi przez IANA, organizację sprawującą nad adresami IP (i nie tylko) nadzór ogólnoświatowy. 6% to 16 z 256 bloków klasy A, czyli tych największych zawierających około 16 milionów adresów (2 do potęgi 24). Jeszcze w styczniu tego roku wolnych było 10% adresów, ale podobno coś niespodziewanego wydarzyło się w regionie azjatyckim - okazało się, że zapotrzebowanie na adresy IP było tam w ostatnich miesiącach olbrzymie. Być może miało to wpływ na fakt, że w tym roku IANA zdążyła już przydzielić RIRom tyle samo bloków, co w całym roku 2009. Tempo jest więc faktycznie spore - najnowsze prognozy przewidują koniec adresów w grudniu tego roku.
Wolne bloki naprawdę się kończą, więc IANA nie ma wyboru i przydziela to, co zostało - między innymi to, co od wielu lat jest przeznaczone do różnych, głównie testowych potrzeb, na przykład blok 1.0.0.0/8. Bardzo chętnie jest on wykorzystywany w scenariuszach testowych i na schematach jako reprezentant zewnętrznych sieci. Co się stanie, gdy te adresy trafią do użytkowników końcowych można było zaobserwować podczas testów jakie przeprowadzili wspólnie APNIC (RIR z regionu Azja-Pacyfik), Uniwersytet Michigan i operator Merit łączący sieci uniwersyteckie w Australii. Do celów testowych cały blok 1.0.0.0/8 został rozgłoszony przez routery Meritu. Efekt? 150 megabitów ruchu, głównie UDP. Ciekawostką jest fakt, że większość tego ruchu to pakiety VoIP z nieskonfigurowanych telefonów. Dla porównania rozgłoszono także blok 35.0.0.0/8 i tam ruchu było już tylko 15 megabitów, tym razem raczej TCP. W rezultacie przeprowadzonych testów APNIC zdecydował poddać kwarantannie pięć bloków klasy C (przede wszystkim 1.1.1.0/24) do czasu unormowania sytuacji - w praktyce jednak tych adresów pewnie już nigdy nie da się uwolnić. Zainteresowanych szczegółami testów odsyłam do slajdów ze spotkania North American Network Operators Group.
A co na to wszystko operatorzy i dostawcy treści? Ani jedni ani drudzy nie wydają się przejęci. Organizacje zarządzające biją na alarm i apelują od lat, coraz intensywniej, o przygotowanie do IPv6, ale nikt tak naprawdę tego nie robi i prawdopodobnie prędko robić nie będzie. Również na naszym polskim podwórku sytuacja wygląda mizernie - drixter pisał w maju 2009 na łamach naszego serwisu o możliwości uzyskania adresacji PI IPv6 w RIPE. Mając już swój blok, notabene liczony w bilionach adresów (minimalna alokacja PI to /48), można zostać uczestnikiem jednego z dużych krajowych węzłów wymiany ruchu i dzięki BGP dołączyć do grona szczęśliwych użytkowników dynamicznego routingu IPv6 w Polsce, którzy... niestety są skazani wyłącznie na siebie i kilka kilobitów ruchu kontrolnego BGP, bo w polskim IPv6 trudno póki co nie tylko o wyjście na świat, ale także o jakiegokolwiek sensownej wielkości operatora czy dostawcę treści, który pozwoliłby nam IPv6 wykorzystać.
Niestety nic nie wskazuje na to, by miało się to szybko zmienić - albo i "stety", zdania podzielone. Wielu uważa bowiem IPv6 za protokół bez przyszłości. A koniec roku coraz bliżej...