Do naszego laboratorium tym razem zawitał nowy serwer ProLiant z serii DL1xx firmy Hewlett-Packard. Model DL160 G5, bo o nim mowa, pracuje pod kontrolą jednego lub dwóch procesorów Intel Xeon Dual i Quad-Core, mieści się w rackowej obudowie 1U i jest skierowany do małych i średnich firm.
Słowem wstępu
Sercem maszyny jest jeden lub dwa procesory Intel Xeon serii 5000, dwu lub czterordzeniowe (odpowiednio seria 5200 lub 5400), w naszym przypadku był to Quad-Core E5430 taktowany prędkością 2.66GHz (1333MHz FSB). Płyta główna pracuje pod kontrolą chipsetu Intel 5400 i obsługuje do 32 GB pamięci RAM PC2-5300 (DDR2-667), w pełni buforowanej i z korekcją ECC w ośmiu gniazdach. Na płycie znajdziemy dwa gniazda PCI-Express drugiej generacji o prędkości x16. W jednym mieszczą się karty pełnej wysokości, w drugim tylko nisko profilowe. Jeśli jednak korzystamy z dysków hot-swapowych, to nisko profilowe gniazdo zajęte jest przez kontroler SAS/SATA, gdyż ten zintegrowany na płycie obsługuje tylko dyski podpinane “na zimno”.
Wnętrze
Na płycie znajdziemy też dwa gigabitowe interfejsy sieciowe NC105i firmy Broadcom (na jednym z nich możemy też włączyć możliwość zdalnego zarządzania) oraz dedykowane złącze do zdalnego zarządzania - o tym w dalszej części tekstu. Karta grafiki przedstawia się jako Matrox Graphics, ServerEngines MGA G200E z 8 MB pamięci. Nie jest to zbyt udany model i często sprawia problemy użytkownikom Linuksa. Jeśli zintegrowany Matrox nie spełnia naszych wymagań lub nie działa poprawnie w naszym systemie, to możemy zamówić serwer z kartą FX1500 lub FX3500 Nvidii. Cała maszyna chłodzona jest przez zespół 6 wentylatorów (których niestety nie można wymieniać podczas pracy maszyny), które, zwłaszcza pod obciążeniem, generują całkiem niezły hałas :-)
Obudowa
Jak wspomnieliśmy we wstępie, DL160 dostarczany jest w rackowej obudowie 1U. Niestety, podczas próby zainstalowania go w naszej laboratoryjnej szafie natknęliśmy się na spory problem. Dołączone do serwera prowadnice nie pasują do systemu szyn - ze względu na inny profil nie da się ich przymocować do standardowej szafy. Takie prowadnice zostały użyte prawdopodobnie ze względu na wymiary maszyny - jest ona bowiem nieco szersza od powszechnie stosowanych norm i zwykłe szyny mogłyby się nie zmieścić. Rozwiązaniem problemu mogą być specjalne szyny firmy RackSolutions, których niestety nam nie udało się zdobyć i przetestować. Dziwne jest jednak to, że producent zdecydował się na zastosowanie niestandardowego rozwiązania, jednocześnie nie informując o możliwych problemach.
Nieco większe wymiary obudowy serwera mają swoje uzasadnienie - udało się zmieścić w nim cztery kieszenie na dyski twarde. Do DL160 możemy więc włożyć cztery 3,5 calowe dyski SATA lub SAS w hot-swapowych lub zwykłych kieszeniach. Największą pojemność uzyskamy instalując hot-swapowe dyski SATA - każdy z nich może mieć do 750GB. Jeśli już jesteśmy przy napędach to warto wspomnieć, że serwer posiada też miejsce na napęd CD/DVD. Podłączenie go do płyty głównej jest jednak dość karkołomne - wymaga demontażu adaptera do kart PCI-Express i niezłej gimnastyki.
Zdalne zarządzanie dzięki iLO 100i
Najciekawszą z naszego punktu widzenia funkcją DL160 jest jednak Lights-Out 100i - przyjrzyjmy się jej nieco uważniej. Lights-Out to rodzina rozwiązań do zdalnego zarządzania serwerami firmy HP, dostępna w postaci zintegrowanego na płycie głównej modułu lub karty rozszerzeń. Lights-Out dostępne jest w kilku odmianach różniących się możliwościami. Seria serwerów ProLiant 100 wyposażona jest w Lights-Out 100i, wyższe (i droższe) modele posiadają Lights-Out 2 z większym zakresem funkcji. Co ciekawe, iLO 100i, jest jeszcze rozdzielone na 3 wersje o różnych funkcjach - Standard, Select i Advanced. Przejście pomiędzy funkcjami realizowane jest poprzez zakup odpowiedniego klucza aktywacyjnego i wprowadzenie go w panelu - bez wymiany jakichkolwiek komponentów sprzętowych. Prawdopodobnie to, jaka wersja jest domyślnie dostępna zależy od modelu - w naszym był to Standard. Rozszerzenie do Select kosztuje 100$, a do najwyższej Advaced - 200$.
Przyjrzyjmy się więc różnicom pomiędzy wersjami. Podstawowe oprogramowanie daje nam możliwość nieszyfrowanego połączenia z serwerem poprzez WWW, Telnet lub inny interfejs zgodny z standardem IPMI, monitorowanie parametrów IPMI, konsolę SMASH CLP i zdalne zarządzanie energią (zasilaczem). Select rozszerza to o szyfrowanie WWW i zastępuje Telnet szyfrowanym SSH. Pozwala też na podmontowanie obrazu ISO lub fizycznego napędu CD/DVD stacji administratora w taki sposób, że jest on widziany jako dysk serwera i można z niego uruchomić instalację systemu. Możemy też przeglądać logi systemu i przejrzeć niezależny od systemu healthcheck maszyny. Jeśli skusimy się na przejście na wersję Advanced to dodatkowo dostaniemy funkcję, która najbardziej przypadła nam do gustu - wirtualnego, programowego KVM.
Ok, więc jak działa ten cały Lights-Out? Jak już wcześniej wspomnieliśmy, serwer posiada dedykowany port Ethernet do zarządzania. Działa on zawsze jeśli tylko zasilacz posiada napięcie (maszyna może być wyłączona). Najwygodniej do jego obsługi użyć przeglądarki WWW, a jeśli administrujemy dużą ilością serwerów HP to możemy też podłączyć go do systemu Insight Control. My użyliśmy do tego Firefoksa (co ważne - z zainstalowaną maszyną wirtualną Javy w wersji 1.5). Testowany przez nas DL160 na początku posiadał wersję Standard, ale na potrzeby testów podnieśliśmy ją do Advanced przy użyciu trialowego klucza dostępnego na stronach HP.
Za pomocą KVM z możliwością montowania pliku ISO byliśmy w stanie bezproblemowo i szybko zainstalować praktycznie dowolny system operacyjny. Niestety, miewaliśmy problemy z jego uruchomieniem - czasami okienko KVM nie pojawiało się w ogóle, a czasem wyskakiwały dwa na raz. Jednak jeśli już udało się nam go uruchomić, to pracowało się z nim bardzo wygodnie, opóźnienia w reakcji na działanie użytkownika były niewielkie. Nieco gorzej wygląda obsługa myszki - zanim nie zmieniliśmy domyślnego trybu, to wskaźnik myszy systemu na serwerze nie pokrywał się z lokalnym wskaźnikiem, a każde poruszenie myszy powodowało ich “rozjeżdżanie się”.
Warto też wspomnieć, że iLO jest zgodne ze standardem IPMI (Intelligent Platform Management Interface), stworzonym przez firmy Dell, HP, Intel i NEC. Dzięki niemu można niezależnie od systemu monitorować i zarządzać maszyną. My do zaprezentowania możliwości IPMI użyliśmy darmowych narzędzi z projektu ipmiutil. Są to proste konsolowe aplikacje do pobierania danych z maszyny i wykonywania poleceń, dzięki temu mogą być bazą dla bardziej rozbudowanego systemu do scentralizowanego zarządzania serwerami. Na zrzucie poniżej mamy wynik przykładowego polecenia pobierającego dane z czujników.
Diagnostyka
Na koniec kilka słów o dołączanej do serwera płycie CD. Prócz standardowej zawartości tego typu płyt, czyli sterowników i instrukcji, znajdziemy tam też narzędzie diagnostyczne HP Insight Diagnostics. Aplikacja dostępna jest w postaci bootowalnego systemu zbudowanego na bazie Linuksa. Pozwala na przeprowadzenie różnorodnych testów sprzętu a także przygotowanie szczegółowej listy komponentów serwera w postaci pliku HTML, który możemy nagrać na pendrive podłączony do maszyny.
Wydajność
Wydajność to naturalnie jeden z kluczowych parametrów przy wyborze praktycznie każdego komputera - bez względu na to, czy chodzi o stację robocza, notebooka czy jak w tym przypadku serwer. Jest ona w oczywisty sposób uzależniona od zasobów finansowych, jakie możemy przeznaczyć na urządzenie i jego konkretną konfigurację. Niemniej, pewne rzeczy można ocenić bez odnoszenia się do faktu że na rynku znaleźć można, jak niemal zawsze, serwery i mniej i bardziej wydajne od testowanej przez nas konfiguracji.
Konkretnie, w testowanym modelu warto zwrócić uwagę na osiem slotów na pamięć RAM - co w połączeniu z gniazdem do instalacji drugiego procesora pozwala na znaczą rozbudowę w przypadku zwiększających się potrzeb bez konieczności kupowania kolejnej maszyny. Jedynym wąskim gardłem w testowanej konfiguracji okazał się system dysków - zainstalowany w nim dysk SATA w znaczny sposób ogranicza możliwości wykorzystania pozostałych komponentów. Na szczęście testowany DL160 wyposażony jest w kontroler umożliwiający podłączenie dysków SAS, co w przypadku zastosowania układu RAID podniosłoby wydajność podsystemu dyskowego praktycznie dwukrotnie i dopiero wtedy pozwoliłoby na pełne wykorzystanie możliwych do montażu w serwerze dwóch mocnych procesorów.
Podsumowanie
Serwer DL160 od HP prezentuje się bardzo ciekawie. Poza drobnymi niedociągnięciami sprawia wrażenie bardzo przemyślanej i dopracowanej konstrukcji. Dzięki możliwości zainstalowania czterordzeniowych procesorów, sporej ilości pamięci RAM i czterech dysków może okazać się, że maszyna skierowana raczej do małych i średnich firm sprosta także i większym wymaganiom. Zintegrowany system do zdalnego zarządzania spisuje się bardzo dobrze i stanowi nieocenioną pomoc dla administratora. Fakt, że w przypadku DL160 jest on już w cenie urządzenia - dla testowanego modelu to około 5 tys. zł netto - stanowi jedną z jego największych zalet.
Jednym słowem - pozycja naprawdę warta polecenia wszystkim, którzy potrzebują serwer o niewielkich gabarytach, a przy tym zdalnie zarządzalny i dający się łatwo rozbudować do poziomu zapewniającego sporą wydajność (idealne rozwiązanie np. w przypadku kolokacji usług sieciowych w lokalizacji dostawcy łącz). Na koniec dodamy jeszcze, że urządzenie otrzymaliśmy dzieki uprzejmości polskiego oddziału firmy HP, a testowaliśmy i fotografowaliśmy je w szafie rakowej SZB SE 19" polskiej firmy ZPAS.