Wiadomo, że Windows Home Server nie będzie sprzedawany w pudełkach tak, jak większość innych edycji Windows. Oznacza to, że będzie go można nabyć jedynie z nowym serwerem - specjalnie zresztą przygotowanym do pełnienia tej funkcji w małej sieci domowej. Niemniej już teraz niektóre edycje systemu Windows można zakupić w wersjach OEM bez komputera - będąc uznanym za montującego samodzielnie zestaw komputerowy, czyli na równi z firmami posiadającymi status System Builder.
Na blogu InsideMicrosoft pojawiły się informacje, ile taka wersja OEM może kosztować. Wiedza ta oparta jest jednak wyłącznie o zestawienie cen z różnych miejsc, gdzie Windows Home Server już figuruje w cennikach. Generalnie ceny na świecie po przeliczeniu na dolary wahają się w granicach od 150 do 200 USD. W Niemczech wynoszą one około 130 euro, a w Wielkiej Brytanii nieco ponad 75 funtów.
Wsparcie techniczne dla firm System Builders rozpoczyna się 27 sierpnia. Na rynku pierwsze serwery wyposażone w system Windows Home Server zaczną się pojawiać zapewne jesienią.
Pojawiła się ciekawa propozycja dla zaawansowanych użytkowników, którzy doceniają zalety Network Monitora - programu autorstwa Microsoftu do przechwytywania i analizy ruchu sieciowego. Aktualnie najnowsza stabilna wersja to 3.0, choć w programie beta można już testować wersję 3.1.
Wadą skanera w niektórych przypadkach może jednak okazać się fakt, że trzeba go po prostu... zainstalować. Nie jest to nic dziwnego, ale przydałoby się coś, co jednym kliknięciem mogłoby uruchomić skanowanie na dowolnym komputerze. Coś takiego tworzy właśnie w tej chwili Microsoft - narzędzie to nazywa się Network Monitor One-Click Capture Tool.
Póki co w wersji beta, program występuje w dwóch postaciach. Pierwsza to plik spakowanego archiwum, które można przechowywać na przykład w udziale sieciowym serwera i wywoływać ze stacji roboczych. Network Monitor automatycznie zainstaluje wtedy niezbędne komponenty na kliencie, uruchomi skanowanie, a po zakończeniu pracy usunie po sobie ślady. Lepszym i ciekawszym rozwiązaniem jest jednak drugi wariant - umieszczenie plików programu na nośniku USB. Po włożeniu nośnika do gniazda w komputerze podstawowy program Network Monitor uruchomi się automatycznie, a wyniki zapisze na tym samym kluczu USB.
Jak samemu przetestować Network Monitor One-Click Capture Tool? Można zapisać się do programu beta, który jest otwarty. Wystarczy w witrynie Microsoft Connect wyszukać na liście dostępnych połączeń Network Monitor, a przy okazji będzie można pobrać także betę pełnego Network Monitora 3.1.
Paczka z kodem źródłowym MySQL Enterprise Server nie będzie już udostępniana publicznie.
MySQL Enterprise Server powstał rok temu jako fork MySQL i jest oferowany odpłatnie. Teraz ogłoszono, że tarball ze źródłami komercyjnej wersji MySQL zostanie usunięty z ftp.mysql.com i trafi na serwer enterprise.mysql.com, dostępny tylko dla klientów. Kod będzie udostępniany klientom też przez MySQL BitKeeper ale już nie w formie tarballa. MySQL Enterprise Server podlega oczywiście licencji GPL ale kod nie musi być udostępniany wszystkim. Wystarczy, że dostaną go ci, którzy kupują binaria. W ten sposób warunek będzie spełniony.
Krok podjęty przez firmę MySQL AB ma podkreślić, że wersja Community Server jest przeznaczona dla społeczności a Enterprise Server dla tych, którzy płacą. Chociaż MySQL nie będzie rozpowszechniać kodu wersji komercyjnej, osoby które go będą posiadały będą mogły publikować go bez żadnych ograniczeń.
Podkreślono, że wersja dla społeczności nie będzie gorsza od komercyjnej, nie będzie się też znacząco różnić w funkcjonalności. Różnica polega głównie na tym, że kupujący MySQL Enterprise Server otrzymują wsparcie oraz planowe wydawanie aktualizacji.
W czasach, gdy zapotrzebowanie na przepustowość łączy internetowych rośnie niemal bezgranicznie, wydawać mogłoby się że firmy dostarczające megabity mają przed sobą świetlaną finansowo przyszłość. I to nie tylko rozdrobnieni dostawcy łącz do użytkowników końcowych, ale przede wszystkim operatorzy tzw. CDNów - Content Delivery Networks, czyli sieci hostujących i dostarczających treści. Każdy większy twórca bądź dystrybutor treści, czy to YouTube ze swoimi filmami czy to dobreprogramy z gigabajtami binariów, musi rozwiązać problem dostarczenia tych materiałów do użytkowników, rozproszonych często od Wrocławia po Bombaj. Dlaczego więc akcje Akamai Technologies, lidera na rynku operatorów CDN, spadły w ciągu ostatniego miesiąca o niemal 20 USD na akcję, odparowując z rynkowej kapitalizacji spółki ponad 3 mld USD?
Przez bardzo długi okres, Akamai - dzięki arsenałowi patentów i przewadze technologicznej - miało niemal dominujący udział w rynku, dzięki czemu było w stanie stosunkowo bez przeszkód żądać za swoje usługi sporych pieniędzy. Wszystko to spowodowało, że inwestorzy od dłuższego czasu z chęcią pompowali pieniądze w akcje spółki - słusznie licząc, że youtubowa rewolucja to dopiero przystawka przez głównym daniem jeśli chodzi rosnące zapotrzebowanie na megabity. Z czasem sytuacja zmieniła się, do gry zaczęli wchodzić inni gracze. Nie powstrzymało to jednak od dalszych inwestycji w ten perspektywiczny sektor i to nie tylko ze strony huraoptymistycznie nastawionych indywidualnych inwestorów, ale i np. funduszu Goldman Sachs który zainwestował w konkurującego z Akamai Limelight Networks ponad 100 mln USD.
Okazuje się jednak, że ostatnie wyniki finansowe niemal wszystkich operatorów CDN z Akamai włącznie okazały się mocno rozczarowujące. Od około miesiąca Akamai, BigBand Networks, Limelight Networks, Level 3 Communications i inne podobne spółki znacznie tracą na wartości. Czyżby youtubowa bańka zaczęła w końcu pryskać? Zdecydowanie widać tu bowiem pewien trend. Możliwości są dwie, na rynku CDNów zaczęło robić się bardzo tłoczno i agresywna wojna cenowa o klientów powoduje perspektywiczne zmniejszenie dochodowości sektora o tyle, że amerykańscy inwestorzy przestali uważać go już za niezwykle atrakcyjny. To opcja dobra dla użytkowników, bo oznacza że w końcu po latach dominacji Akamai dostarczanie treści o wysokiej jakości przestanie być przywilejem bogatych. Druga opcja to możliwość że po dwóch latach bardzo gwałtownego rozwoju, konsumpcja cyfrowych multimediów jak streaming video - będący głównym katalizatorem wzrostu zapotrzebowania na pasmo - zaczyna się nasycać i stabilizować. To z kolei oznaczałoby, że tak jak Internetowi nie udało się jednak wypchnąć do lamusa gazet i książek, tak mimo futurystycznych wizji nie uda mu się szybko zdetronizować kina i telewizji.
Będąca częścią IEEE grupa Higher Speed Study Group (HSSG) pracująca nad nowym standardem szybkiego Ethernetu doszła do porozumienia, którego efektem stanie się standard IEEE 802.3ba łączący prędkości 40Gbps i 100Gbps.
Ethernet przyspieszył o rząd wielkości już kilkukrotnie - z 10Mbps do 100Mbps i z 1Gbps do 10Gbps - obecnie najszybszej jego wersji. Dalszy rozwój powstrzymywały debaty członków HSSG, z których część jako kolejny krok forsowała standard 40Gbps, podczas gdy inni proponowali 100Gbps.
Problem rozbijał się o zróżnicowanie potrzeb - głód na przepustowość rośnie wszędzie, nie wszędzie jednak tak samo szybko. Podczas gdy ruch wychodzący ze strony serwerów podwaja się średnio co 24 miesiące, ruch na łączach abonenckich podwaja się już co 18 miesięcy. Dlatego też nie wszyscy zainteresowani są od razu opcją 100Gbps, która oznacza droższy i potrzebujący więcej energii sprzęt sieciowy.
Standard IEEE 802.3ba uwzględni specyfikację obydwu postulowanych prędkości na różnych interfejsach fizycznych. Powstaną specyfikacje łączy 40Gbps na maksymalnie jednometrowych kablach łączących switche, maksymalnie 10-metrowych kablach miedzianych i maksymalnie 100-metrowych światłowodach wielomodowych. Łącza 100Gbps realizowane będą w tym standardzie w formie maksymalnie 10-metrowych kabli miedzianych, maksymalnie 100-metrowych światłowodów wielomodowych oraz maksymalnie 10- i 40-kilometrowych światłowodów jednomodowych. Jest to pierwszy raz w historii HSSG, kiedy to w jednym standardzie Ethernet zawarto dwie specyfikacje przepustowości.
We wtorek Oracle opublikuje 46 poprawek łatających kilka swoich produktów, w tym Oracle Database 10g, Application Server oraz E-Business Suite.
Oracle Database otrzyma aż 20 łat, z który dwie dotyczyć mają luk pozwalających na zdalne wykonanie kodu bez wymaganej autoryzacji. Najpoważniejsza luka określona została, zgodnie z systemem Common Vulnerability Scoring System, jako "średnio groźna".
E-Business Suite otrzyma 14 poprawek, z czego niektóre również dotyczą problemu uruchamiania kodu bez autoryzacji. Trzy z czterech poprawek dla Oracle Application Server łatają lukę, która pozwala na uzyskanie zdalnego dostępu. Pozostałe poprawki dotyczą następujących aplikacji Oracle'a: Collaboration Suite, PeopleSoft Enterprise PeopleTools, PeopleSoft Enterprise Customer Relationship Management oraz PeopleSoft Enterprise Human Capital Management.
W programie testów beta prowadzonych poprzez witrynę Microsoft Connect pojawiła się nowa wersja popularnego narzędzia do badania ruchu sieciowego. Network Monitor 3.1 pozwala między innymi podsłuchiwać ruch w sieciach bezprzewodowych, analizować ruch wewnątrz tuneli VPN pod Vistą oraz w prostszy niż dotychczas sposób tworzyć nowe filtry.
Póki co, by pobrać aplikację należy zarejestrować się na witrynie Microsoft Connect i wybrać program testów beta Network Monitora - najnowsza wersja dostępna jest tam do publicznego pobrania. Microsoft planuje udostępnić ją także w swoim Centrum Pobierania w ciągu kilku najbliższych tygodni.
Firma Novell wydała pierwszy Service Pack dla dziesiątej wersji systemów SUSE Linux Enterprise Server i Desktop. Jednocześnie opublikowano zestaw sterowników do systemów wirtualizowanych za pomocą Xen.
Zestaw sterowników o nazwie SUSE Linux Enterprise Virtual Machine Driver Pack pozwala niezmodyfikowanym systemom z rodzin Windows i Linux na działanie w środowisku Xen z wydajnością bliską natywnym rozwiązaniom. Niestety, aby osiągnąć taką wydajność konieczne jest posiadanie komputera z technologią Intel VT lub AMD-V. Co ciekawe, Xen pozwala na uruchamianie systemu Windows Vista.
Pierwszy Service Pack wprowadza do SUSE między innymi obsługę systemów magazynowania danych o wysokiej dostępności i nowych procesorów, między innymi czterordzeniowych Intel Xeon i AMD Opteron. Dużo uwagi poświęcono bezpieczeństwu, możliwe jest szyfrowanie katalogu domowego i całych partycji, a administratorzy mają do dyspozycji Sabayon - nowe narzędzie do precyzyjnego zarządzania uprawnieniami użytkowników.
Użytkowników zainteresuje z pewnością nowe menu dla środowiska GNOME, nowa, wydajniejsza wersja silnika Compiz i specjalna wersja pakietu biurowego OpenOffice 2.1 z obsługą makr Visual Basic, fontami firmy AGFA i obsługą formatu OpenXML (aktualnie tylko dokumenty Worda, obsługa innych plików będzie dodana w późniejszym okresie).
SUSE Linux Enterprise Desktop posiada teraz lepszą obsługę współdzielenia plików w sieci Microsoft i domeny Active Directory. Service Pack 1 dodaje także obsługę autoryzacji Active Directory w trybie offline i wiele innych drobnych udogodnień i poprawek.
Service Pack 1 dla SUSE Linux Enterprise dostępny jest dla zarejestrowanych użytkowników systemu, więcej informacji na stronach firmy Novell.